Harcerskie wspomnienia – dzieje sztandaru

orzeł harcerskiMęska drużyna harcerska została założona przez nauczycielkę miejscowej szkoły p. Marię Kostecką w dniu 1 kwietnia 1923 roku. Jest to data zorganizowania pierwszej zbiórki, na którą przybyło 22 harcerzy. Pani Maria była co prawda jej założycielką, ale na skutek nawału pracy szkolnej i innej nie była jej drużynową. Funkcję tą jako pierwszy pełnił druh Jan Klama. Nie znaczyło to, że pani Maria nie interesowała się przebiegiem tej drużyny. Pomagała, a jednocześnie widząc słabe postępy w rozwoju drużyny przygotowywała dyskretnie upominek mający zmobilizować i uwiecznić działalność tejże drużyny. Udała się więc do cenionego już wówczas harcerza i uzdolnionego rysunkowo p. Maksymiliana Gawlika, który zaprojektował i wykonał szatę graficzną  sztandaru. Projekt ten spodobał się p. Marii i p. Józefowiczowej Stanisławie, pierwszej opiekunce drużyny i Stromikównej Janinie nauczycielce darzącej harcerstwo wielką sympatią. Te trzy panie jako fundatorki sztandaru zabrały się od razu do roboty. Zakupiły częściowo z własnych funduszy i przy pomocy zamożniejszych gospodarzy odpowiedni materiał sztandarowy, przędzę, nici i inne detale potrzebne do tych prac. Postanowiły wyhaftować sztandar we własnym zakresie. W wolnych od zajęć szkolnych godzinach rozłożony na stole materiał sztandarowy przybierał właściwych rumieńców, w czym dzielnie sekundowały im co zdolniejsze w tej materii starsze uczennice i gospodynie Ligockiej.

W sprawach tych oprócz fundatorek wyróżniały się Krystyna Kuczera-Filec i Aniela Kaczmarczyk-Hanak. Mrówcza praca wokół sztandaru trwała ponad dwa lata. Funkcję drużynowego z dniem 10.10.1925 roku objął druh Teodor Kuśka, którego ambicją było zorganizowanie uroczystości poświęcenia sztandaru. W tym celu zakupił z własnych pieniędzy szczyt, którym była lilijka z wyrytym napisem-symbolem harcerstwa:ONO-Ojczyzna, Nauka, Cnota. Jego marzenie o poświęceniu sztandaru nie spełniło się jednak wobec odmowy Komendy Chorągwi, która w uzasadnieniu podała, że drużyna nie jest zaliczona do klasy „A”. Od roku 1928-1932 funkcję drużynowego objął druh Roman Smyczek, który wszelkimi siłami dążył do podniesienia poziomu drużyny kwalifikującej ją do klasy „A”.

Z niewiadomych przyczyn Komenda Chorągwi zabrała z końcem 1928 r. sztandar do Katowic. Niemniej walka o zdobycie klasy „A” trwała. Drużyna wyćwiczyła wiele przedstawień teatralnych, przeważnie jednoaktówek, uczestniczyła z dobrymi wynikami w różnych zawodach sportowych, szczególnie piłce ręcznej i siatkówce, wyraźnie podniosła poziom techniki harcerskiej jak samarytanka, pionierka, terenoznawstwo itp. Zorganizowano też kilka obozów, w ten sposób na wniosek Komendy Hufca w Rybniku w roku 1932 zakwalifikowana została do klasy „A”. Funkcję drużynowego od tego roku objął druh Alfred  Kaczmarczyk. W corocznym programie drużyny ujęto organizację uroczystości poświęcenia sztandaru, lecz niełatwo go było wykonać /dosłowne opisy kronikarskie/ bo najpierw trzeba było kupić drążek i frędzle a po drugie było to dosyć ryzykowne przedsięwzięcie na tak biedne czasy jakie nastały. Aż tu po przyjeździe z obozu drużyny z Brennej /11.VIII.1934 r./ zawrzało w drużynie jak w ulu. Mimo tego, że kasa była prawie wyczerpana po obozie postanowiono w niedzielę dnia 9 września 1934 roku urządzić na bardzo wielką skalę uroczystość poświęcenia sztandaru. Uchwała taka zapadła na odprawie starszych harcerzy z drużyny na półtora miesiąca przed terminem 9 września (chociaż znaleźli się i tacy, którzy myśl o poświęceniu sztandaru uważali za szaleństwo). Uchwała zapadła. Trzeba było naprawdę zakasać rękawy, by pokonać piętrzące się trudności. Podzielono prace między wszystkich starszych harcerzy, zaś nad wykonawstwem czuwał drużynowy. Musiał on wiedzieć o wszystkich trudnościach nasuwających się pracującym, aby jak najprędzej można było zmienić to i szukać innego wyjścia.

Najwięcej zabiegów było koło gwoździ pamiątkowych i drążka, który wykonał w końcu bezpłatnie druh Antoni Nowak, członek drużyny. Ale nagorzej było z pieniędzmi. Trzeba było dokładać i wypożyczać od harcerzy, którzy trzeba przyznać chętnie spieszyli z pomocą zarówno pieniężną jak i samą pracą. Dzień 9 września zbliżał się prędko. Zdenerwowanie i duch niecierpliwości panował w ostatnich dniach uroczystością w naszych szeregach. Roboty było bardzo wiele. W szkole trzeba było zrobić bramę, kreślić boisko do siatkówki, stawiać kosze, opróżniać drzwi klasy z ławek, a w miejsce tych znosić stoły i stołki dla 80-ciu rodziców chrzestnych. Wiele roboty z obiadami-wszak trzeba było przygotować pierwszorzędnie obiady dla 100 ludzi, a to równało się prawdziwemu weselu. Obiadem tym zajęły się nasze matki, więc: Grodoniowa Berta, Kaczmarczykowa Waleska, Kaczmarczykowa Krystyna, Babilasowi Zofia i Kałudowa. Obiady te gotowały się w domu rodziców drużynowego.

Ostatni szlif na sztandarze zrobila p. Stroikowa. Tak wśród pracy i zabiegania zbliżyła się sobota 8.09.1934r. W dniu tym rozpoczela się uroczystość ogniskiem harcerskim kolo szkoły. Rozpoczęło się ognisko ok. godz. 19-tej. Wokół ogniska zgromadziły się cale szeregi braci harcerskiej z okolicznych drużyn nauczycielstwa i gości tj. obywatelstwa z miejsca. Drzewa na ognisko było druzo. Zajęły się nim dwa młodsze zastępy. I tak wzbiły się promienia i iskry ogniska ku niebu i ku gwiazdom jasnoswiecacym, obwieszczając światu, ze nadszedł nareszcie dzień z tak wielka tęsknotą oczekiwany dzień, w którym Ligota miała ujrzeć na swoim terenie szeregi zielonych mundurów. Popłynęły w powietrze melodie pieśni harcerskich, to wesołych i żywych to znów tkliwych i smętnych a wzniosłych. Rosły serca uczestników ogniska. A po śpiewach nastąpiła gawęda druha phm. Slawika przypominająca nam nasze szare, codzienne obowiązki wobec Boga i Ojczyzny. Pozna już była godzina, gdy po modlitwie popłynęła pieśń „Idzie noc”. I rozeszło się wszystko w spokoju i zamyśleniu pod wrażeniem ogniska. Takiego ogniska Ligota jeszcze nie oglądała, dlatego tez pozostawiło w sercu i umysłach jej mieszkańców niczym niezatarte wspomnienia.

Niedziela dnia 9 września 1934 roku

Ruch od samego rana w ocalej wiosce niezwykły. Po boisku szkolnym uwijali się jeszcze nasi harcerze. Klasy wypełnione stolami, nakryte białymi obrusami. Na jednym z nich leżał nowy majaczy być poświecony sztandar. Drużyny harcerek, harcerzy i gości zaczęli zapełniać plac szkolny. Trzeba było każdego z osobna powitać rodzicom chrzestnym przypiąć pamiątkowa kokardkę, a drużyny zakwaterować pod namiotami. Przybyli drużynowi zdali raport naszemu drużynowemu, a ten hufcowemu. Orkiestra zaczęła grac. Miale harcerki wyszły ze sztandarem, który był otoczony wieńcem z zieleni, niesionym przez harcerzy i zuchowa. Rodzice chrzestni weszli do wieńca, aby postępować ze sztandarem. Przed sztandarem 15-osobowa orkiestra, czas na samym czele drużynowy. Za rodzicami chrzestnymi postępowały związki miejscowe, potem hufiec żeński, meszki, a na Konicu nasza drużyna prowadzona przez przybocznego. W tempie ładnego marsza wyruszyli pochodu przez bramce do kościoła św. Antoniego w Rybniku na uroczysta sumę. Co to był za śliczny pochód? Pierwszy tego rodzaju w Ligocie. Ludność wioski wylęgła na ulice. W pochodzie maszerowała z podniesionymi głowami uśmiechnięta brać harcerska. Tylu harcerzy Ligota jeszcze nigdy nie widziała. A orkiestra dęta w Traby, ze Az się serce śmiało. Człowiek by krzyczał z radości na taki widok. W kościele rodzice chrzestni zajęli miejsca na krzeslach przed samym ołtarzem. Po kazaniu rozpoczęła się uroczysta suma z asysta, poprzedzona poświeceniem sztandaru przez ks. Telego. Drużynowy po poświęceniu oddal sztandar pocztowi sztandarowemu, druhom i Stajerowi Antoniemu, Hanakowi Alojzemu i Hanakowi Antoniemu. Podczas ofiary poczet standardowy obniósł go wokół ołtarza. Po mszy świętej pochód wrócił do szkoły, lecz teraz drużyna nasza maszerowała tuz za swoim sztandarem. Na placu szkolnym wszyscy uczestnicy ustawili się w czworobok, zaś nasza drużyna wraz ze sztandarem i komenda w środku. Po przemowieniu duha Wacławka Ludwika czy komendanta nastąpiło wręczenie sztandaru drużynie w ręce drużynowego. Ten zaś w czasie przyjmowania go wypowiedział wolnym donośnym i poważnym głosem słowa przysięgi. Chwila ta wywarła niezwykle wrażenie na uczestnikach. Po tej ceremonii przemawiali kolejno: założycielka p. Maria Kostecka, kier. Szkoły Paweł Wyspiański, komendant hufca J. Pukowiec i drużynowy Kaczmarczyk Alfred. Zbliżała się chwila uroczystego przyrzeczenia. Przed samym przyrzeczeniem przemówiła do druha przewodnicząca Zarządu Oddziału Śl. Druhna Jordan-Lowinska. Przyrzeczenie na nowy sztandar odebrał duh hm Wacławek Ludwik. Po przyrzeczeniu goście i władza wraz z nowym sztandarem ustawili się na schodach przed szkołą celem odebrania defilady. O godz. 13-tej drużynowy zaprosił rodziców chrzestnych oraz gości na obiad do klas. Przy obiedzie obsługiwały: Babilasowna Gertruda, Grodoniowa Zofia, Kaczmarczykowna Emilia i Adamcowna Krystyna. Podczas gdy goście spożywali obiad w klasach nasz kucharz drużynowy Mura Bronisław dzieli harcerki i harcerzy na placu szkolnym pachnącą kiełbasą i wedzonka-grochowka. Starczyło jej dla wszystkich. W czasie półgodzinnej przerwy po obiedzie rodzice chrzestni wbijali do drzew gwoździe sztandarowe. Wbito ogółem 75 gwoździ, tyle ile Przybylo rodziców chrzestnych. Nastąpiła popołudniowa uroczystość. Orkiestra zajęła miejsce i rozpoczęła koncertować. Na placu ruch. W strzelnicy walka o piękne nagrody podarowane przez Hutę „Silesia”. Dalej kolo naszego własnego bufetu pełno ludzi, bo tez i bufet był obficie zaopatrzony. Najwięcej wrzasku dzieci kolo „Zuski”, bo tez przy większym szczęściu można dużo wygrać. Jak na jarmarku? Boiska koszykówki, siatkówki i walki narodowe oglądały wielkie tłumy. A orkiestra rznela od ucha kawałek po kawałku. Nastrój był iście harcerski. Wszędzie śmiechy i uśmieszki, żadnych min zadąsanych. Powoli uroczystość zbliżała się do końca. Nastawał wieczór. Drużyny harcerskie z pieśnią na ustach wracały do swych miejscowości, dziękując nam za gościnność, przyjęcie.

Tymczasem nasi harcerze uwijali się po boisku by zetrzeć wszystkie ślady poimprezowe. Wreszcie ostatni etap uroczystości to za zabawa na Sali p. Rojka. Sala znów zapełniła się gośćmi. Humor ten sam, co przed i popołudniu. Wszyscy bawili się bardzo wesoło do końca zabawy. Nasi harcerze poszli wreszcie spać, a spali twardo i spokojnie bo uroczystość się w pełni udała pod każdym względem. A w kasie Przybylo w jednym tylko dniu 300 zł.

Wiec harcerze III Drużyny Ligockiej miejcie zawsze taka energie, taka chęć do pracy dla dobra ojczyzny, społeczeństwa a harcerstwa w szczególności.

Czuwajcie!

20 IX 1934 rok    /K.W. Kronikarz/

Po tej pięknej uroczystości poświęcenia i oddania do władania sztandarem drużynie nastąpiła generalna mobilizacja młodzieży w szeregi ZHP Ligockiej Drużyny, która w kilku latach podwoiła się i trzeba było poczynić pewne zmiany organizacyjne.

Pod przewodnictwem sztandaru i pełnym umundurowaniu harcerzy Ligocka brać uczestniczyła we wszystkich uroczystościach o charakterze narodowym, czy to lokalnym np.: święto wioski, dożynki, święto Jerzego-patrona harcerstwa itp.

Szacunku i powagi do pięknego sztandaru dodawała oryginalna peleryna zielona wykonana na wzór Strzelców Podhalańskich, w którą to od roku 1935 zostali wyposażeni druhowie poczetu sztandarowego w składzie dh Wiktor Oleś, Dudek Alojzy, Tkocz Józef i Posłuszny Ludwik. Na wysokim poziomie harcerskości w tym patriotyzmie i miłości do ojczyzny wytrwała drużyna do rozpętania przez hitlerowskie Niemcy drugiej wojny światowej.

Ostatnim drużynowym tego okresu był druh Józef Kaczmarczyk. A oto jego opis historyczny przygotowany na uroczystości 25-lecia drużyny 1948 roku w przedmiocie losów sztandaru w okresie okupacji. Największa pamiątka jaka przetrwała drugą wojnę światową i doczekała się światła dziennego w nowej odrodzonej Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej – to sztandar naszej drużyny. Jaka radość ogarniała nas wszystkich, gdy po zakończeniu wojny znowu jak dawniej załopotał nasz sztandar, chociaż zestarzały ale jaki cenny, piękny i kochany. Przetrwał jako symbol polskości, tak jak i nasi druhowie porozrzucani po całym świecie – przetrwali koszmarne lata okupacji, niewoli i pożogi wojennej.

Upadek naszej ojczyzny we wrześniu 1939 roku głęboko dotknął serca druhów naszej drużyny. Bezsilnie zaciskały się młode pięści przeciw okupantowi. Drużyna przestała istnieć, życie jej zamarło, ale tylko pozornie. Spotykaliśmy się jak dawniej, pielęgnowaliśmy w tajemnicy wpojone w nasze młode serca ideały harcerskiej miłości bliźniego, Boga i Ojczyzny. Pocieszaliśmy się i umacniali wzajemnie we wierze, że Polska będzie znowu, że znowu zaświeci dzień wolności dla naszej III Drużyny Harcerskiej.

Na mnie spoczęła wielka odpowiedzialność za przechowanie i ocalenie sztandaru drużyny. Zdawałem sobie dobrze sprawę z tego, że sztandar który spoczywał w moich rękach musi ocaleć, że nie może stać się łupem okupanta. Dlatego też w pierwszych dniach wybuchu wojny w największej tajemnicy przed wszystkimi, sztandar starannie zapakowałem i włożyłem do szczelnej drewnianej skrzyni razem ze śp. Stefanem, zakopałem w podwórku.

Rewizji za sztandarem ze strony władz okupacyjnych na razie nie było. Ale wkrótce przypomniało się „partegenossom”, że przecież harcerze w Ligocie mieli sztandar. Rozpoczęły się nalatywania i żądania, aby sztandar bezwarunkowo oddać. Nie pomogły groźby. Załatwiałem się z nimi krótko oświadczając, że sztandaru nie mam, albowiem jeszcze przed wybuchem wojny zmuszony byłem przekazać go do Komendy Chorągwi w Katowicach przez nadesłanego i nieznanego mi delegata.

Wreszcie sprawa powędrowała do „schutzpolizei”. W deszczowy listopadowy dzień 1939 roku składając przed władzami okupacyjnymi policji placówkę zostałem przytrzymany przez „schutzpolizei” w Ligockiej szkole. Rozpoczęły się przesłuchiwania. Rolę tłumacza spełniało kilku miejscowych „partegenossów”. Ciężki to był dla mnie dzień. Rozpoczęło się od ciepłych słów, uśmiechów, które z kolei przeszły w gniew, złość i groźby.

Nie pomogły groźby, ani złorzeczenia, ani krzyki i przekleństwa. Wiedziałem, że nie wolno mi się załamać. Powtarzałem w koło jedno i to samo, że sztandaru już dawno nie mam, że pozostał tylko drzewiec, który mogą sobie odebrać. Wreszcie gdy doszli do przekonania, że ani pałką gumową, ani groźbą pistoletu nic nie wskórają, zadowolili się drzewcem. Wieczorem zostałem wypuszczony na wolność, wyczerpany nerwowo do ostatnich granic, ale zarazem szczęśliwy i zadowolony z siebie, że uratowałem sztandar. Od tego czasu o sztandarze ucichło, okupanci w mniemaniu że ligockiego sztandaru nie ma, nie wracali więcej do tej sprawy. Chodziło mi teraz tylko o to, aby sztandar jak najprędzej przechować i zabezpieczyć przed ewentualnym zniszczeniem na czas okupacji. Nieoczekiwanie przyszedł mi z pomocą druh Krypczyk Wincenty; sam zaofiarował się przejąć sztandar pod swoją opiekę i przechować go jak najstaranniej aż do wyzwolenia. Jako starszemu druhowi zaufałem. Wierzyłem,że u niego będzie bezpieczny. Nie zawiodłem się. Po wyzwoleniu, gdy tylko wykopaliśmy go z podziemnej kryjówki – natychmiast w tajemnicy przed wszystkimi oddałem go do wiernych rąk Wicka Grodonia. Przeszło 5 i pół lat przeleżał nasz sztandar w ukryciu pod czujnym okiem druha Krypczyka, który doczekał się tego szczęśliwego dnia, że ocalony sztandar mógł wręczyć z powrotem drużynie.

Koniec historycznych dziejów sztandaru w czasie okupacji wg. opisu druha śp. Józefa Kaczrczyka.

Ruch harcerski po wyzwoleniu odbywał się bardzo szybko. Druh Wicek Grodom już po wyzwoleniu Rybnika tj. 28 marca formułował nową odrodzoną drużynę, która w niespełna 3 miesiące liczyła ponad 40-tu harcerzy. Nowy drzewiec do sztandaru wykonał Ob. Czechowicz Józef, zaś lilijkę do niego wykonał w Hucie Silesia druh Posłuszny Ludwik.

Pierwsza parada drużyny pod przewodnictwem sztandaru odbyła się z okazji Manifestu Lipcowego tj. 22 lipca 1945 roku. Odtąd powiewał on przy wszystkich uroczystościach narodowych. Powiewał godnie z dumą, bo w szeregach III Drużyny Ligockiej panował duch bojowy do wielkiej pracy ojczyzny i harcerstwa w ogóle.

Ziściły się pamiętne słowa wyrażone przez kronikarza opisującego uroczystość poświęcenia sztandaru. „Więc harcerze III Drużyny Ligockiej miejcie taką energię, taką chęć do pracy dla dobra ojczyzny, społeczeństwa, a harcerstwa w szczególności”. Następcy tamtego pokolenia nie zawiedli. W latach 1947-1949 zbudowali wielki pomnik jakim jest „Harcówka”, która po dziś dzień spełnia rolę ostoi nie tylko harcerskiej, ale również spełnia rolę kulturalno-oświatową i innych potrzeb organizacyjnych dla całego społeczeństwa ligockiego.

Sztandar z uwagi na długoletnią żywotność materiału i jego przeżyciach powiewał po raz ostatni nad głowami ligockich harcerzy na uroczystości 40-lecia drużyny tj. w roku 1963, by spocząć na czołowym miejscu w gablotce izby harcerskiej.

Opracował:

Na podstawie kroniki i opisu dha J. Kaczmarczyka

  1. Kotyrba

Rybnik, 03.05.1989 rok

Komentarze są wyłączone.